Interwencja na jenie i siła Nikkei | ISO 1037

Dzień dobry. Witam was w kolejnym odcinku Inside Solution One. Przed wami Tomasz Piwoński, zarządzający funduszem Solution One. Patrzę jeszcze, co się dzieje na rynku, bo właśnie jest inna pora niż zwykle — akurat wtedy, kiedy ruszają Stany, więc chyba będziemy musieli znowu wrócić do godziny 15:00. Ethereum jest już przy 270, więc chcę się upewnić, że nie powiem wam nic nieaktualnego.

Co się teraz dzieje? S&P 500 idzie do góry, Nvidia też ładnie rośnie i jest już przy 214. Dzisiaj mamy ciekawą agendę, bo zbiegają się dwa powiedzenia: „sell in May” i „sell the news”. Zaraz wyjaśnię, dlaczego właśnie teraz ma to znaczenie. Mówimy tu o interwencji na jenie i sile Nikkei — wszystko się tu ładnie spina. Mamy też rajd na chipach, więc porozmawiamy o AMD i Intelu. Pewnie już o tym słyszeliście — będzie krótkie podsumowanie.

Pojawił się też temat GameStopu i eBaya, a to jest naprawdę niesamowity news. Bardzo mnie zaskoczył, ale w sumie się cieszę. No i mamy Sevenet, czyli — jak ja to mówię — SFD na sterydach. To spółka, o której mówiłem już kiedyś. Brand24 wałkowałem przez lata, a Sevenet obserwuję właściwie od dwóch, trzech lat.

Dzisiaj ta spółka jest już chyba w okolicach 16 zł. Pokażę wam później, jak to wygląda. Wracając do hasła „sell in May” i „sell the news” — właśnie to mam na myśli. Po pierwsze, mamy maj, więc pierwsza część powiedzenia już się zgadza. Po drugie, mamy też potencjalny news, który rynek może chcieć „sprzedać”.

Tym newsem byłby pokój. Zobaczcie, jak rynek wycenia prawdopodobieństwo dealu pokojowego. Szczerze mówiąc, patrząc na to, jak to teraz wygląda, nie wiem nawet, czy Polymarket będzie miał jak rozliczyć te kontrakty. Co właściwie znaczy „permanent peace deal”? Po fakcie wszystko jest oczywiste, ale samo rozliczenie takiego zakładu byłoby bardzo trudne. Na koniec grudnia rynek wyceniał to już na 73%, więc widać, że gracze są pod ten scenariusz ustawieni.

Jeśli rzeczywiście w maju pojawiłby się news o takim permanentnym peace deal, to moim zdaniem byłby to dobry moment na sprzedaż, a nawet na zajęcie krótkich pozycji. Na razie jednak tego końcowego newsa nie ma. W poniedziałek rynek już trochę oszalał, a Nikkei wystrzelił o 5%.

Do tego doszedł jeszcze jeden news — sąd w Stanach, Sąd Najwyższy, anulował 10% ceł. To też można potraktować jako sell the news, bo pojawiła się decyzja, że mają zwrócić 166 miliardów dolarów pobranych ceł. No i tak to wygląda.

Zobaczmy na wykresy. DAX jeszcze nie ma ATH, ale i tak wygląda imponująco. Dow Jones jest blisko ATH, a ropa naftowa pozostaje bardzo ważnym wskaźnikiem tego, czy wojna faktycznie się kończy, czy nie. Gdyby wojna była rzeczywiście blisko końca, ropa powinna być poniżej 70 dolarów. To, że jest tam, gdzie jest, pokazuje raczej, że z tym zakończeniem nie jest aż tak różowo. I chyba to jest najlepsze podsumowanie tego wątku.

Na rynku klasyka jest taka, że czekanie na dobry news jest lepsze niż czekanie na zły news. Czekanie na coś pozytywnego daje inwestorom nadzieję, a rynek bardzo lubi grać pod dobre wiadomości.

Drugi temat to mój ulubiony wątek — Japonia. To właśnie ta japońska karuzela: long na jenie, obligacje do zera, carry trade, i wszystko, co się z tym wiąże. W międzyczasie zabrałem sobie ze stanowiska Pawła byczka, którego przyniosłem z domu, bo idealnie pasuje do Nikkei. Nikkei urósł o 5% w jeden dzień po newsie o zakończeniu wojny, odblokowaniu czegoś wcześniej — chociaż tak naprawdę nic takiego jeszcze się nie wydarzyło. To jest właśnie komedia, jeśli chodzi o to, jak rynek reaguje na newsy.

Ale kto rynkom zabroni grać pod dobre wiadomości, nawet jeśli one jeszcze nie są do końca potwierdzone? Poza tym Nikkei miał w sobie ogromny ukryty upside. Japonia była przez lata stłumiona przez uzależnienie od importu ropy, przez politykę monetarną i przez utrzymywanie stóp procentowych poniżej inflacji, czyli realnie na ujemnym poziomie. To jest moim zdaniem najlepszy kraj do grania długich pozycji na świecie.

Dlatego Nikkei jest tak mocny. To jest po prostu emanacja tego wszystkiego, dzięki czemu indeksy rosły od 2007 do 2022 roku i później dalej — czyli za niskich stóp procentowych. Japonia jest tu wręcz podręcznikowym przykładem. Dlatego też long na Nikkei ma jak najbardziej sens.

A short na jenie? Interwencja na jenie daje piękną okazję, ale moim zdaniem nic z tego nie będzie. Absolutnie. To będzie podobna historia jak z zamrożeniem kursu franka szwajcarskiego — a nawet trudniejsza, bo wtedy Szwajcaria broniła kursu w drugą stronę, czyli chciała zatrzymać aprecjację. Wystarczyło drukować pieniądze, by waluta się osłabiała.

Tutaj jest odwrotnie: oni chcą umocnić swoją walutę, więc muszą zużywać rezerwy, a te kiedyś się skończą. Myślę, że będą współpracować z amerykańskim bankiem centralnym i będą kolejne interwencje. Każda kolejna będzie jednak miała coraz mniejszy wpływ. Widać to już po wykresach: mieliśmy interwencję pod koniec kwietnia, potem wystrzał na 171 na indeksie jena, a ostatnio już nie było tak mocnego ruchu.

Na crossach sytuacja wygląda podobnie. Na EUR/JPY ruch był trochę niższy niż poprzednio, a na samym jenie zjazd był minimalnie płytszy. Ale jeśli dolar się nie załamie, to nie widzę opcji, żeby to nie wróciło znowu w okolice 160. To nie jest porada inwestycyjna, tylko moja opinia.

I właśnie czekanie na ten ruch jest najfajniejsze — codziennie o północy wpadają mniej więcej 10 dolarów na lota z punktów swapowych. To jest przewaga tej strategii. Na EUR/JPY tych punktów swapowych nie ma aż tak dużo, podobnie na CHF/JPY, ale tam też oczekuję powrotu do szczytów. Na EUR/JPY okolice 187, na CHF/JPY okolice 204. CHF/JPY pięknie odbił od 204 — i tutaj wszyscy analitycy techniczni mogli zarobić, bo ten poziom był broniony kilka razy. Żeby ten ruch miał sens, 204 musi zostać przebite.

Mieliśmy też lekką cofkę na rentownościach obligacji. To prowadzi mnie do trzeciej części piosenki: „obligacje mkną do zera”, czyli rentowności w nieskończoność. W praktyce to działa dokładnie tak, jak widać. 30-latki zachowują się podobnie, ale mają trochę mniejszą wartość prognostyczną, bo są mniej płynne.

Kolejny temat to rajd na chipach. Tego akurat nie dotykam, bo to już trochę wymknęło się spod kontroli. Wiele osób na Twitterze dobrze przewidywało ruchy na AMD i Intelu. Ja sam byłem bardziej fanem AMD niż Intela, ale nie zagraliśmy tego.

Dlaczego AMD? Bo każdy, kto robi w chipach albo w technologiach potencjalnie używanych do AI, będzie beneficjentem. To nie jest tak, że Nvidia ma jakiś wieczny monopol. Owszem, w pewnym sensie ma, ale nie będzie on trwał wiecznie. AMD i Intel nie będą spały. AMD urosło o 100% w ciągu miesiąca, a Intel… Intel to osobna historia. Tu nawet nie będę komentował.

Kolejny news to GameStop. Spółka zaoferowała 125 dolarów za akcję eBaya, czyli wyraźnie powyżej rynku. To niesamowity news. Spółka, która jeszcze niedawno miała bankrutować i była najbardziej shortowaną spółką na giełdzie, nagle chce przejąć eBaya. To naprawdę robi wrażenie.

Pojawiła się rozmowa, w której dziennikarz pyta o matematykę transakcji — jak to się spina przy takiej wycenie, skoro GameStop ma kapitalizację dużo mniejszą niż wartość całej operacji. CEO odpowiadał dość chaotycznie i mam wrażenie, że albo nie do końca rozumiał pytanie, albo ktoś mu wymyślił całą inżynierię finansową i nie potrafił jej dobrze wyjaśnić. Z jednej strony dziennikarz nie ogarniał pewnych mechanizmów, z drugiej — CEO też nie był zbyt wylewny.

Dla mnie to wygląda tak: rynek błędnie zakłada, że można wyemitować tylko tyle akcji, ile spółka jest warta. A przecież można wyemitować znacznie więcej akcji, jeśli jest na nie popyt. W tym przypadku połowa transakcji miałaby być zapłacona gotówką, a połowa akcjami. To oznacza, że GameStop miałby wyemitować nawet kilka razy więcej akcji niż wynosi jego kapitalizacja i właśnie tym zapłacić za eBaya.

To jest matematycznie i finansowo bardzo ciekawe zagranie. Pytanie tylko, czy akcjonariusze eBaya zgodzą się na to, żeby dostać tak dużą część wynagrodzenia w akcjach GameStopa. Rynek chyba na razie nie do końca w to wierzy — dlatego kurs nie jest jeszcze blisko 125 dolarów. Żeby to się udało, potrzebna byłaby dużo bardziej charyzmatyczna osoba na czele projektu, ktoś pokroju Elona Muska. Wtedy taka wizja mogłaby się sprzedać.

Na razie to trochę wygląda jak sytuacja, w której przypadkowy prezes próbuje pociągnąć projekt oparty głównie na sile community i dawnym ruchu memstockowym. Mimo to sam pomysł jest bardzo ciekawy. Gdyby to wydarzyło się w czasie pełnej manii na GameStopie kilka lat temu, to pewnie miałoby dużo większą szansę powodzenia.

I na koniec Sevenet, czyli SFD na sterydach. Dlaczego „na sterydach”? Bo spółka rośnie bardzo mocno. To firma z branży suplementów diety, podobnie jak SFD. Jest też notowana na giełdzie. My kupowaliśmy ją dużo wcześniej — od około 2,30–2,50 zł, później dokładaliśmy coraz wyżej, nawet do 15 zł. Dzisiaj kosztuje już około 16–17 zł, więc ruch był naprawdę duży.

To, co dodatkowo wzmacnia temat, to zbliżający się raport kwartalny — 15 maja. Poprzednie raporty bardzo mocno biły konsensus rynkowy. Za każdym razem, gdy spółka publikowała wyniki, kurs reagował pozytywnie. Teraz inwestorzy najwyraźniej grają pod to, że kolejny raport też będzie dobry i że wzrost nie był jednorazowym strzałem, tylko wynika z trwałego skalowania sprzedaży marki Seven Nutrition.

Scroll to top