Korekta na surowcach i możliwy powrót wysokiej inflacji! | ISO 1051

Witam w kolejnym wpisie blogu Inside Solution One. Dziś na tapecie model Kitchina w nowej odsłonie, czy czeka nas kolejna fala inflacyjna i dlaczego wracam do scenariusza lat 70., potężne wyprzedaże na srebrze i miedzi, które moim zdaniem są okazją, ciąg dalszy interwencji na jenie oraz problemy Stanów Zjednoczonych.

Kitchin inaczej

Dostałem w ręce inne przedstawienie modelu Kitchina i chciałem wam je pokazać. To jest to samo podejście, tylko inaczej narysowane – może komuś będzie łatwiej na tym zobaczyć, gdzie jesteśmy i co się dzieje. Dla mnie wychodzi na to samo.

No i ewidentnie – a właściwie nieewidentnie, bo tak naprawdę dopiero po fakcie wiemy, gdzie byliśmy – jesteśmy albo w stage 4, albo w stage 5. Na tym wykresie jest to gorzej opisane, bo nie ma wprost nazwanych faz (wczesny wzrost, stagnacja itd.), ale sam cykl jest narysowany, więc widać: jesteśmy tuż przed szczytem gospodarczym. Czyli etap, w którym rosną surowce i akcje, a spadają obligacje.

I to wam mówię od jakiegoś czasu: to jest najgorszy czas dla obligacji i najpewniejszy dla commodities. Akcje w każdej chwili mogą się odwrócić – i to jest fakt. Kuszące są, bo ten ostatni etap cyklu jest zawsze bardzo silny. Ale zobaczcie: w kolejnym etapie akcje wypadają już do strefy spadkowej, a commodities dalej rosną. Dlatego powtarzam – jeśli w ogóle można tak mówić na giełdzie – jest trochę bezpieczniej na surowcach niż na akcjach.

Przy czym moje podejście jest odwrotne niż w klasycznym odczytywaniu tego modelu. Ja nie staram się na podstawie fazy cyklu gospodarczego wymyślić, w której fazie jesteśmy, tylko na bazie tego, co robią akcje, surowce i obligacje, wnioskuję, w której fazie cyklu jesteśmy – i daję sobie margines błędu plus minus jedna faza. Tym razem ten margines jest nawet mniejszy niż zazwyczaj. Fazę trzecią odrzucam od razu – nie wyobrażam sobie, jak trzeba patrzeć na wykresy, żeby dojść do wniosku, że obligacje mają trend wzrostowy. Trend jest ewidentnie spadkowy praktycznie na wszystkich obligacjach – zaczęło się chyba od japońskich, ale amerykańskie też. Zostaje więc faza czwarta albo piąta. W obu obligacje spadają, w obu commodities rosną. Wniosek: dobry bet to granie na wzrost surowców i na spadek obligacji.

A akcje? Ja nadal jestem raczej w obozie byków – i ma to związek z inflacją oraz cyklem inflacyjnym. To, że akcje będą rosły przy wysokiej inflacji, wcale nie znaczy, że rosną realnie. Rosną nominalnie. Ale o tym za chwilę.

Czy czeka nas kolejna fala inflacyjna?

Wracam do tematu, który poruszałem już wielokrotnie: trzech fal inflacyjnych i tego, że idziemy ścieżką lat 70. Odgrzebałem ten wykres, bo to, o czym mówiłem, zaczyna się realizować.

Po pierwsze – co głównie wpływa na inflację? Ropa naftowa. A przez zamieszanie w Zatoce Perskiej konflikt się rozlewa. Nie chcę powtarzać tego, o czym piszą już wszyscy – sami sobie spokojnie wyczytacie. Skutkiem rozlewania się kryzysu w Zatoce są oczywiście dalsze wzrosty cen ropy. Robi się znowu bardzo, bardzo nieciekawie. A jeśli ropa rośnie, to nic dziwnego, że rosną oczekiwania inflacyjne i ceny – najpierw paliw na stacjach, a później to się rozlewa dosłownie na wszystko.

Są oczywiście wygrani: Orlen, spółki naftowe, Exxon Mobil. Ale ja wolę spółki surowcowe wydobywające co innego niż ropa – wolę KGHM. Z ropą to jest zbyt polityczna sprawa i w każdej chwili może się odwrócić z powodów, których nie jesteśmy w stanie łatwo przewidzieć. Dlatego nie inwestowałbym już ani w Orlen, ani w MOL, ani w żadne spółki paliwowe.

Wracając do fal: mówiłem wam jeszcze rok temu, że moim zdaniem kroczymy ścieżką lat 60.–70., czyli trzech fal inflacyjnych. Pierwszą i drugą przyjmijmy jako tę covidową. I kiedy wszystkim się wydawało, że inflacja jest już poskromiona i wszystko jest w porządku – uderzyła trzecia fala. Myślę, że dokładnie idziemy tym scenariuszem. COVID zadrukowano ogromną ilością pieniędzy – to musiało się odbić rykoszetem i się odbija. Do tego dochodzi kryzys naftowy. Gotowy przepis na inflację.

Jedyne, co powstrzymuje inflację, to wzrost efektywności gospodarek dzięki AI, który jest moim zdaniem absolutnie niedoszacowany i niedoceniany. Ale uważam, że efekt inflacyjny może chwilowo przewyższyć efekt AI – zwłaszcza że jesteśmy w fazie „wyścigu zbrojeń” na AI i firmy będą wydawać potężne pieniądze, żeby się zbroić. To może dodatkowo pompować wyceny surowców i popyt na sprzęt elektroniczny, który rozleje się na inne sektory. Z drugiej strony z zatrudnieniem i wynagrodzeniami nie będzie aż tak „dobrze” – płace nie będą rosły tak szybko, skoro nie będzie aż takiego popytu na pracowników, bo da się ich zastępować przez AI. W niektórych branżach czekają nas ogromne fale zwolnień. Klasyczny przykład, o którym mówię w programie od dawna: księgowi. Ten zawód będzie jak szewc – nie ma absolutnie żadnej przyszłości. Gdybym był księgowym, już bym poszedł uczyć się czegoś nowego. My sami korzystamy z oprogramowania wspomagającego księgowych i widzę, że ono po prostu robi mniej błędów i robi to szybciej. A takich branż jest mnóstwo.

Ale wracając do głównego tematu – zobaczcie, jak na tle trzech fal inflacyjnych zachowywały się surowce. Miedź naturalnie trochę kroczy w rytm giełd, a giełdy w tamtym okresie nie radziły sobie super, więc nie było aż tak dobrze – ale i tak: wzrost z 200 do ponad 1000. Na srebrze bardzo podobna sytuacja, dynamiczne wzrosty, nawet kilkukrotne.

Zapytałem też Czata GPT, jak w tamtym okresie radziły sobie indeksy. I mam ogromne déjà vu z tym, co dzieje się teraz. To był okres gwałtownych spadków i mocnych odbić, w którym inflacja potrafiła zjadać zyski przez wiele lat. Nie działała prosta reguła „inflacja rośnie – giełda spada”: w 1980 roku akcje mocno wzrosły mimo dwucyfrowej inflacji. Czyli dokładnie to, co powtarzam w programie: co z tego, że giełda rośnie, jak mamy wysoką inflację i ta inflacja zjada dużą część wzrostów. Oczywiście na razie wzrosty z nawiązką pokrywają inflację. Ale chodzi mi o to, że model Kitchina wcale nie musi się sprawdzić idealnie – wszystko zależy, czy patrzymy w ujęciu realnym, czy nominalnym. Uważam, że ten model odzwierciedla sytuację realnych wycen. Potrafię sobie wyobrazić scenariusz, w którym nominalnie fazy spadku akcji nie ma – akcje rosną – ale w ujęciu realnym ta faza jak najbardziej występuje.

Najbardziej bolesny przykład z tamtej epoki: od początku 1966 do 1981 roku S&P z dywidendami zarobił 152%, ale ceny konsumpcyjne wzrosły o 196%. Realnie inwestor stracił kilkanaście procent siły nabywczej mimo nominalnego pomnożenia kapitału dwuipółkrotnie. I to jest kwintesencja tego, co mówię od dawna i czego spodziewam się, gdy wejdziemy w ten czwarty–piąty stage: akcje mogą rosnąć, ale kolejna fala inflacyjna może wam zmiażdżyć portfele. Lepiej będą sobie wtedy radzić commodities – dlatego pokazuję wam srebro i miedź z tamtego okresu. Srebro radziło sobie lepiej, z miedzią zależy, które okresy weźmiemy, bo miedź – jak wam powtarzam – jest bardzo silnie skorelowana z giełdą.

Czy to okazja na srebrze i miedzi?

Mieliśmy mega news: Donald Trump zaczął się wahać w sprawie wprowadzenia taryf celnych na miedź. Były zapowiedzi, że taryfy będą, a Trump zaczął się z tego wycofywać. No i miedź runęła.

Tylko że podobne runięcia – z różnych powodów – mieliśmy już w maju i czerwcu, i miedź zawsze wracała. Jesteśmy w takiej fazie cyklu, że ona znowu wróci. Uważam, że to jest po prostu okazja – na miedzi i na srebrze tak samo. Kupowałbym teraz. Zresztą ma to odzwierciedlenie w portfelu w Wabanku – zapraszam dziś na Wabanku na koniec programu, nie rozłączajcie się po napisach końcowych: krótka przerwa i będę pokazywał portfel, a nawet dwa czy trzy portfele.

Problemy USA i kryptowaluty, które pierwsze zwęszyły pieniądz

Zobaczcie na dziesięcioletnie obligacje amerykańskie: odlot, prawie 5% w skali roku. Tak duża, rozwinięta gospodarka – to musi wykańczać amerykańską gospodarkę. CPI miesiąc do miesiąca 0,4, zgodny z oczekiwaniami; podany dziś PPI chyba też zgodny z oczekiwaniami.

I co robią indeksy? Dokładnie to, czego się spodziewam i o czym mówię wam przy okazji kryptowalut: to one pierwsze zwęszyły pieniądz. Jak tylko Bessent zapowiedział, że będzie skupował amerykańskie obligacje, od razu wyskoczyły wyceny kryptoaktywów. Dlaczego? Przypominam: pierwsze wyjście Bitcoina na światło dzienne nastąpiło wtedy, kiedy kruszyła się gospodarka Eurolandu – Grecja miała problemy, mówiło się o upadku europejskiej waluty i gdyby nie mocne, sztuczne interwencje ratunkowe, euro by dziś nie było. Wtedy Bitcoin zaczął mocno rosnąć, bo pojawiły się spekulacje, że tradycyjny pieniądz fiat jest trochę bez wartości. I teraz inwestorzy znowu zaczynają pod to spekulować.

Logika jest taka: skoro będzie skup obligacji, to będzie sztuczne zaniżanie oprocentowania dolara. A jeśli mamy nierynkowo oprocentowanego dolara, to kapitał, który przy wyższym, rynkowym oprocentowaniu uciekałby do dolara, uznaje go za nisko oprocentowany – bo to oprocentowanie jest sztucznie zaniżone. W związku z tym nie ma napływu do dolara. To jest to podwójne spojrzenie na dolara, o którym mówiłem: na pozór wydawałoby się, że indeksy powinny spadać, kryptoaktywa powinny spadać, srebro i złoto powinny spadać – bo skoro obligacje są tak wysoko oprocentowane, to kapitał powinien do nich iść. I tak by było, gdyby nie interwencje. Cała zabawa rozbija się teraz o to, czy te interwencje będą duże, czy małe. Amerykanie – trochę jak Japończycy – nie mają wyjścia. Co ma zrobić biedny Fed? Powinien podnosić stopy, ale to jest niekorzystne. Zostały im chyba tylko interwencje.

Interwencji ciąg dalszy: hedge fundy kontra banki centralne

No i kolejny temat: interwencje, przede wszystkim na jenie. Amerykanie z Japończykami się dogadali, a Bessent popełnił dość buńczuczną wypowiedź – mówił, że wie, co robią Japończycy, wie, co on robi, wie, ile ma pieniędzy: „jak chcecie grać przeciwko mnie, to grajcie, powodzenia”. Może nie literalnie tak, ale w tym tonie. Zwracał się do hedge fundów, które – jak się okazało – stawiają bardzo duże pozycje przeciwko jenowi.

No i ja też stawiam. Dokładaliśmy teraz na tych spadkach jeszcze więcej – na kontach, w Wabanku i tych, których nie widzicie. Wystawialiśmy short puty na jenie, bo uważam, że to jest okazja i że bank centralny nie wygra z rynkiem – wygrają hedge fundy. Bitwa hedge fundy kontra banki centralne zapowiada się bardzo ciekawie, ale moje założenie jest takie: skoro George Soros samodzielnie potrafił wygrać z Bankiem Anglii, to wszystkie hedge fundy, które moim zdaniem dobrze oceniają sytuację, są w stanie wygrać z bankami centralnymi. Banki centralne nie będą miały wyjścia, jak się poddać. Taki jest mój bet – choć przyznaję, też trochę buńczuczny. Fight, fight – zobaczymy.

Co do JPY index: mówiłem, że jest okazja na 173 i powyżej i że wyżej już nie będzie – a jednak jest wyżej. Bank centralny trochę zmienił strategię: nie robi już pojedynczych impulsów, tylko stara się iść jak walec. Trochę mądrzejsza strategia, ale też nie do końca, bo w poniedziałek przesuwali rynek na bardzo płytkim rynku – a to zazwyczaj źle się kończy. Jak już chce się przesuwać rynek, to na bardzo głębokim, żeby przesunąć go stabilnie. Przesuwanie rynku na płytkiej płynności powoduje, że sprężyna bardzo szybko się naciąga, ale jak tylko się odpuści, równie szybko wraca – bo zadziało się to zbyt nagle, bez obrotu. To jak z teorią, że luki często są zamykane, i to z tych samych powodów: poziomy przeskoczone na braku płynności są nieprzehandlowane. Bardzo dużo graczy ma mocno zarobione pozycje i chce je zamykać, inni zostali sztucznie wyrzuceni z rynku, bo rozjechało ich poziomy i panicznie uciekali – i to są bardzo często sygnały powrotu. Uważam, że teraz też tak będzie.

To jest też okazja na Nikkei. Jeśli ktoś uważa, że indeksy nie są jeszcze w tej kolejnej, spadkowej fazie cyklu, tylko „jeszcze w zielone gramy”, to Nikkei wydaje się jednym z najlepszych indeksów na świecie.

No i japońskie dziesięciolatki. Mówiłem, a nie mówiłem, że wrócą i że to jest okazja? Była okazja – rentowności znowu są pod 3% i to jest moim zdaniem tylko przystanek. Japońska karuzela: obligacje mkną do zera, czyli rentowności w niebo. Shorty na obligacjach znowu weszły jak masełko. Z brokerów, których jeszcze wam nie wymieniałem w komentarzach: Interactive Brokers też ma JGB, obligacje japońskie.

Dziękuję za uwagę!

Scroll to top