Witam w kolejnym wpisie blogu Inside Solution One. Dziś na tapecie masywna interwencja w Japonii i dlaczego jest to kolejna okazja, dolar, który oberwie rykoszetem, związek tego wszystkiego ze złotem i kryptowalutami, potwierdzenie całej układanki w modelu Kitchina oraz temat, o który pytają wszyscy – co dalej z tokenem BIGSB.
Interwencja kolejną okazją
Doszło do masywnej, ogromnej interwencji na rynku obligacyjno-walutowym. Bank centralny Japonii próbował ją bardzo sprytnie skonstruować. Stało się coś, co można było od dłuższego czasu przewidzieć i o czym nieraz mówiłem w ISO: bank centralny Japonii zaczął po prostu wyprzedawać amerykańskie obligacje, jedno z największych aktywów w swoim portfelu. Jak problem, to co mają sprzedawać? Sprzedają obligacje.
Niektórzy mówili: „to nie interwencja, oni tylko sprzedają amerykańskie obligacje”. Ale pomyślcie chwilę. Jeśli bank centralny trzyma w aktywach obligacje amerykańskie, sprzedaje je, dostaje dolary, a za te dolary kupuje jeny – to jest to interwencja, jakkolwiek by tego nie nazwać. Może zresztą sprzedaje obligacje od razu za jeny, ciężko powiedzieć, co tam się dokładnie dzieje. Jest natomiast kilka bardzo ciekawych tropów.
Po pierwsze – mój ulubiony cross CHF/JPY. Dla przypomnienia: to waluta rozwinięta jednej z najmniej zadłużonych gospodarek świata do jednej z najbardziej zadłużonych. Dlatego tak mocno obstawiam ten cross jako okazję inwestycyjną. I to zejście, które właśnie widzimy, to dla mnie nic innego jak okazja do zakupów franków za pożyczone jeny.
Mamy też dolar–jen, gdzie sytuacja jest trochę bardziej skomplikowana. Jena non stop wspierają interwencje, a jak mnie oglądacie, to powtarzam to już jak mantrę: bank centralny interwencjami nie jest w stanie powstrzymać długoterminowych trendów. Widzieliśmy to na przykładzie banku Szwajcarii, który próbował utrzymać kurs EUR/CHF – i mieliśmy całą aferę poszkodowanych, której pokłosie ciągnęło się latami także za bankami w Polsce. A przecież Szwajcarzy chcieli zrobić coś odwrotnego, czyli osłabiać własną walutę – co jest dużo łatwiejsze, bo wystarczy ją drukować – i nawet to im się nie udało. Oczywiście dodruk ma swoje konsekwencje: za dużo dodrukujesz, wywołasz inflację; wywołasz inflację, musisz podnosić stopy; podnosisz stopy, a waluta ciesząca się zaufaniem inwestorów zaczyna się umacniać. Chyba że tego zaufania nie ma – wtedy się osłabia. Ale o tym za chwilę, przy dolarze.
Dolar oberwie rykoszetem
Jeśli chodzi o dolar–jen, to trochę mamy sytuację, w której ślepy prowadzi kulawego. Wydaje mi się, że doszło do wsparcia Amerykanów w tej interwencji Banku Japonii. Dlaczego tak uważam? Spójrzcie na rentowności obligacji amerykańskich. Owszem, wcześniej poszły w górę, ale nie tak, jak powinny przy takiej skali wyprzedaży. Właściwa interwencja zaczęła się chyba w czwartek – i nie widać jej ani po kursie, ani po rentownościach amerykańskich dziesięciolatek. Co to oznacza? Że jeśli Japończycy sprzedawali te obligacje, to po drugiej stronie musiał być ktoś w Stanach – zapewne bank centralny – kto je odkupował, żeby nie dopuścić do wzrostu rentowności. Czyli znowu mamy ingerencję japońsko-amerykańską.
Amerykanie, odbierając te obligacje, sami w pewnym sensie interweniują: skupując je, zaniżają ich oprocentowanie. A jednocześnie Bank Japonii wyprzedaje dolary uzyskane ze sprzedaży obligacji – i mimo to nie widać dużego osłabienia dolara na rynku międzynarodowym. To znaczy, że muszą tam dochodzić do jakichś transakcji chroniących dolara. A jeśli nie – to wyprzedaż amerykańskich obligacji przez Japończyków sztucznie zaniża cenę dolara.
Do tego dołóżcie fakt, że Amerykanie też są potwornie zadłużeni. Co prawda nie tak jak Japończycy – Japonia ma około 250% PKB długu, Stany nieco ponad 100% – a do tego dolar jest walutą rezerwową i rozliczeniową świata, walutą ropy naftowej, więc Amerykanom jest dużo łatwiej chronić swoją walutę. Dlatego cross dolar–jen jest trudniejszy do prognozowania, choć uważam, że i on jest skazany na wzrosty, zwłaszcza jeśli został trochę sztucznie zepchnięty przez Bank Japonii.
Z drugiej strony Amerykanie za chwilę muszą grać w tę samą grę co Japończycy. Chcą koniecznie zaniżać rentowności swoich obligacji. Jeśli rynek chce, żeby rentowności były wyższe, a oni będą je sztucznie zbijać skupami interwencyjnymi, to rentowność będzie niższa, niż oczekiwałby rynek. A wtedy dolar nie ma ujścia w odpowiednio wycenionych inwestycjach – i może nastąpić odwrót od amerykańskiej waluty.
I tu robi się niezwykle ciekawie. Przy normalnych założeniach – gdyby było pełne zaufanie do rynku i do Fedu – oczekiwanie wyprzedaży amerykańskich obligacji przez Japonię oznaczałoby rosnące rentowności, a rosnące rentowności powinny wciągać kapitał do dolara. Tak to wygląda na pierwszy rzut oka. Długo się zastanawiałem, czy rynek kupi tę historię i dolar zacznie się umacniać, czy jednak rozszyfruje to głębiej i zorientuje się, że Amerykanie na wzrost rentowności po prostu nie pozwolą. A jeśli nie pozwolą, efekt jest dokładnie odwrotny: zaniżone względem rynkowych oczekiwań stopy procentowe osłabiają walutę. Jeśli okaże się, że rynek nie kupuje tej historii i mimo perspektywy podaży obligacji z Japonii dolar będzie się osłabiał – może się zacząć prawdziwa spirala śmierci dla dolara. A jeśli wierzymy w głęboką mądrość rynku, to chyba stawiałbym właśnie na tę możliwość i grał przeciwko dolarowi.
Podsumowując tę część: raczej dolar powinien być mocniejszy niż jen, bo skala problemów Amerykanów jest mniejsza niż Japończyków – jen jest tu skazany na pożarcie, choć z opóźnieniem. Ale najczystszą sytuację mamy na CHF/JPY: najmniej zadłużona gospodarka rozwinięta kontra kraj, od którego – jak mi się wydaje – to wszystko się rozleje na świat. Do tego EUR/USD bez większej historii – euro ma podobne problemy z zadłużeniem co Stany, więc się na tym crossie nie skupiam. Za to USD/CHF to dobra alternatywa dla dolar–jena i tu jak najbardziej szorty w portfelu, które będę dalej utrzymywał.
Zwróćcie też uwagę na jen indeks. Nieraz wam mówiłem, gdy próbowaliście przewidywać kolejną interwencję: nie patrzcie na dolar–jena ani franka–jena, patrzcie na jen indeks – a grajcie na czym innym, bo na sam indeks grać się nie da. I zobaczcie, to się sprawdziło: osłabienie jena nastąpiło mniej więcej w podobnych rejonach i mamy powrót. Moim zdaniem okazja – czy to long CHF/JPY, czy dolar–jen. W Wabanku na pewno zobaczycie dziś efekty w postaci moich decyzji na portfelach.
Ciekawe konsekwencje mamy też na rynkach giełdowych. Na Nikkei widzimy zdrową, niezbyt głęboką korektę – i przypominam japońską karuzelę: indeks Nikkei do góry, jen do dołu, obligacje do dołu, czyli rentowności do góry. Japońskie obligacje mkną do zera.
Na obligacjach japońskich mamy korektę już całkiem przyjemną – z 3% rentowności na dziesięciolatkach do 2,9. I to jest moim zdaniem okazja do ponownego wskakiwania w grę na wzrost rentowności, czyli shorty obligacji japońskich. Niestety są dostępne w bardzo niewielu miejscach – nie będę reklamował brokerów, ale jak ktoś chce, niech napisze w komentarzu, odpowiem, gdzie da się grać japońskie dziesięciolatki.
Nikkei przez osłabienie jena powinien być wspierany – ostatnio się trochę cofnął przez umocnienie waluty i rozwinięcie wojny w Zatoce Perskiej, dużo się dzieje. Ale biorąc pod uwagę tę japońsko-amerykańską współpracę, to, że jen moim zdaniem będzie się dalej osłabiał i nic nie pomogą interwencje, mamy w sumie okazję na każdym z tych aktywów: ciekawy long na Nikkei, shorty obligacji japońskich i longi na crossach jenowych.
Złoto
Jeśli Amerykanie będą sztucznie zaniżać wyceny swoich obligacji, a do tego – przez japońskie interwencje, czyli sprzedaż amerykańskich aktywów za jeny – w pewnym sensie zaniżany będzie sam dolar, to jest to superdobra koniunktura do wzrostu wycen aktywów: indeksy amerykańskie w górę (zaniżone stopy procentowe plus osłabiony dolar to paliwo dla wycen akcji), a zaraz za nimi złoto i kryptowaluty.
I zwróćcie uwagę: wzrost na kryptowalutach, który obserwujemy od kilku tygodni, zaczął się dokładnie w momencie, kiedy doszło do interwencyjnego skupu amerykańskich obligacji. Moja interpretacja jest taka, że inwestorzy rzucili się na krypto, bo tam jest ujście dyskontowania tego, że pieniądz znowu zacznie być psuty. Przypominam, że o Bitcoinie po raz pierwszy zaczęto głośno mówić w czasie kryzysu w Grecji, kiedy na tapecie było psucie waluty europejskiej i innych walut. Myślę, że możemy mieć drugą odsłonę tego problemu.
Bardzo ładnie nakłada się to na moją teorię, że idziemy ścieżką inflacji lat 70. – dwa wystrzały inflacyjne już były (covidowy i ten, który przyszedł, gdy wszystkim się wydawało, że to koniec), a przed nami może być trzecia runda. Jedyna nadzieja w AI, które doprowadzi do znaczącego wzrostu efektywności gospodarki i spadku kosztów – choć wiemy, że pierwszy efekt wdrażania AI jest wręcz odwrotny, bo wymaga ogromnych nakładów inwestycyjnych. Różnie może być. Bardzo ciekawy czas – ten wrzesień zaczyna się niesamowicie.
To samo widać po złocie. Jeśli mam rację, że wchodzimy w fazę wykładania się Japonii i psucia pieniądza, to złoto powinno reagować jako jedno z pierwszych – i trochę to się zaczęło dziać. Po złocie i po krypto wnoszę, że rynek rozszyfrowuje sytuację tak jak ja: nie w prosty sposób („wzrost rentowności = wzrost dolara”), tylko dokładnie odwrotnie. Rynek nie wierzy, że Fed dopuści do wzrostu rynkowych stóp procentowych.
Potwierdzenie u Kitchina
Jeśli nie wiemy, co ma się wydarzyć, zawsze warto zajrzeć do modelu Kitchina. A tam mamy potwierdzenie, że obligacje powinny spadać – jesteśmy w pierwszej fazie wzrostowej cyklu, ewentualnie na progu drugiej. Raczej jeszcze nie w drugiej, bo akcje nadal rosną, a jeśli dolar miałby się osłabiać, to bylibyśmy wciąż w pierwszej.
Ostrzegam jednak: w każdej chwili możemy wskoczyć do drugiej fazy, czyli między wzrost a spowolnienie – a wtedy na akcjach w każdej chwili może dojść do przesilenia i odwrotu. Na razie tego nie oczekuję. Myślę, że wszystko zgra się z próbą kontrolowania rentowności amerykańskich obligacji i osłabieniem dolara: akcje amerykańskie w kosmos, bardzo duża zmienność, aż w którymś momencie bank centralny się podda, rentowności zaczną iść do góry i wtedy akcje się odwrócą. I tak jak wam mówiłem – w tym kontekście najbezpieczniej i najdłużej wytrzymacie na longach na surowcach. Pod to też gramy.
Co dalej z Big SB?
No i temat, o który pytają wszyscy. Jak pamiętacie, odkąd wyszły taśmy z nagraniami Rafała i sprawa problemów z rozliczeniami – jest sprawa cywilna z udziałem Rafała Zaorskiego w sądzie – powiedziałem, że mnie to zaszokowało. Nie znałem tej sprawy ani skali problemu, próbowałem się czegoś dowiedzieć, nie dowiedziałem się – i wstrzymałem się z jakimikolwiek relacjami biznesowymi czy to w zakresie BIGSB, czy z Rafałem.
Teraz, przy okazji aresztowania (samego aresztowania nie omawiam, wszyscy znacie je z mediów), wyszły zarzuty na 1,7 miliona złotych rzekomego przywłaszczenia. I szczerze mówiąc, szokuje jak mała jest ta kwota. Gdyby moich dłużników aresztowywano za takie kwoty, świat byłby piękniejszy. Dziwne, że za 1,7 miliona złotych – skoro, jak rozumiem, sprawa jest cywilna – kogoś aresztowano. Trochę pachnie to sprawą polityczną i szukaniem na siłę “kozła ofiarnego”. Całe community chyba oczekiwało dużo większych pieniędzy. I coś mi się tu nie klei: cała ta historia z Zondą to bodajże 2019 rok, a Rafał kilka lat później zarobił na shortach na Lunie 10 milionów dolarów – na livie, każdy to widział. Zarobił 10 milionów dolarów i nie oddałby 1,7 miliona złotych? I Zonda tyle lat czekała i nic z tym nie zrobiła, a dopiero teraz to wyszło? Dziwne to trochę.
A inwestycyjnie? Big SB to token personalny Rafała i trochę się dziwię, że nie spadł z powrotem tam, skąd wystartował – a kurs startował z okolic 10 centów, gdy Rafał rozpoczął całą akcję zamiany tokena na personalny, skupy i tak dalej. Jeśli coś jest tokenem personalnym, a persony nie ma, to taki token stoi w miejscu, dopóki Rafał nie wyjdzie. A na to się nie zanosi – zrobiłem trochę researchu: prawdopodobieństwo, że zostanie w areszcie na dłużej, to bodajże 97%, a statystyczna długość aresztu w Polsce to między 7 a 9 miesięcy. Areszt ma na trzy miesiące, ale przy takiej nagonce nie bardzo widzę, jak miałoby się to odwrócić na korzyść Rafała.
Współczuję mu bardzo – nie mam pojęcia, co się wtedy stało, to były czasy, kiedy z Rafałem i całą Zondą nie miałem kontaktów. Co ciekawe, widziałem, że jakaś grupa próbuje mnie gdzieś oznaczać, sugerując, że może coś wiem. Najśmieszniejsze, że ta grupa – której nazwy nie wymienię – z tego co wiem, sama ma w swoich szeregach osoby, które wtedy z Rafałem współpracowały. W przeciwieństwie do mnie.
Przypominam, że areszt w Polsce jest czymś tymczasowym – to sąd decyduje o więzieniu, a areszt daje prokuraturze czas na ustalenie faktów i przedstawienie aktu oskarżenia. Pewnie więc przyjdzie moment, kiedy Rafał będzie wychodził – i wtedy przyjdzie czas na rozgrywanie Big SB z powrotem. Będzie wielki bet: czy Rafał po przeczołganiu w areszcie w ogóle zechce jeszcze wracać do tego tematu? Bo jedno to kiedy wyjdzie, a drugie – co zrobi po wyjściu. I to wcale nie jest oczywiste. Do tego czasu rynek Big SB będzie się moim zdaniem poruszał w rytm spekulacji odnośnie do tego, co dalej z Rafałem.
Dziękuję za uwagę!
