Drukarka Bessenta i powrót kryptowalut! | ISO 1048

Witam w kolejnym wpisie blogu Inside Solution One. Czas surowców trwa, obligacje w niełasce, Kitchin znowu miał rację. Do tego powrót kryptowalut w rytm zapowiedzi o psuciu pieniądza, szczepionka na raka Moderny, która wyprowadziła kurs o 200% w górę w ciągu jednego dnia, oraz korekta spółki, na jaką dawno nie było takich okazji.

Czas surowców

Zacznę od surowców, bo tu dzieje się dokładnie to, co zapowiadałem. Miedź po małym cofnięciu znowu urządziła rajd do góry. To była okazja, to jest okazja – i uważam, że to wciąż dobry moment, aby wskakiwać. Nic dodać, nic ująć. KGHM? Świetny moment, żeby dorzucać do pieca.

Przy okazji srebro, które performuje nawet trochę lepiej niż miedź. Dobrze wygląda też jedna z największych amerykańskich spółek wydobywających srebro Pan American Silver Corp., a do kompletu Anglo American, wydobywające platynę. Krótko mówiąc: pełnoprawna hossa surowcowa, czas surowców przemysłowych.

Dlaczego? Znowu przypominam model Kitchina. Według mnie jesteśmy w pierwszej fazie wzrostowej: akcje jeszcze rosną, surowce jeszcze rosną, a obligacje już spadają i są w trendzie spadkowym. I dokładnie to obserwujemy na rynkach.

Z modelem Kitchina jest zawsze ten problem, że nie mamy do końca pewności, w którym prostokącie jesteśmy. Ale jeśli spojrzymy na kolejny zestaw prostokątów – czyli na to, co może zdarzyć się dalej – to nawet wejście akcji w trend spadkowy nie zagraża surowcom. Dlatego od kilku tygodni, a właściwie miesięcy, tak mocno stawiam na surowce. Nawet jeśli się mylę i jesteśmy w modelu chwilę wcześniej albo chwilę później, to wspólnym mianownikiem wszystkich scenariuszy jest jedno: surowce są pewniakiem.

Pewniakiem nazwałbym też obligacje – tyle że po stronie spadkowej. Skoro jesteśmy w ostatniej fazie ożywienia, nie bardzo wiem, co musiałoby się wydarzyć, żeby obecne spadki na obligacjach okazały się tylko korektą innego trendu. Jestem więc w miarę pewny, że jesteśmy albo w pierwszej fazie wzrostowej, albo już na granicy między wzrostem a spowolnieniem – choć tego dowiemy się dopiero po czasie. Akcje pewnie jeszcze pójdą do góry, ale surowce wydają się pewniejsze.

Obligacje w niełasce

Do pieca dorzucił – a właściwie nie dorzucił, tylko tamę próbuje postawić – Scott Bessent. Chce nie dopuścić do tego, co rynki chcą zrobić. Tyle że, jak już wielokrotnie pokazywałem na różnych przykładach, państwo zwykle przegrywa takie starcia. Ostatnio dużo mówiłem o japońskim rynku obligacji, gdzie państwo nie jest w stanie zatrzymać ani osłabienia obligacji (czyli wzrostu rentowności), ani osłabienia jena. Bessent prawdopodobnie też nie jest w stanie zatrzymać wyprzedaży na rynku obligacji. To tylko kwestia czasu.

Zresztą widać to nawet po wykresie: było straszenie, a rentowności już wróciły do poziomów sprzed straszenia. Dla mnie takie straszenie to najlepszy sygnał, żeby pakować się w szorty na obligacjach. Niekoniecznie amerykańskich – ja wolę japońskie.

A Japończycy? Proszę bardzo: kolejny szczyt hossy, jeśli chodzi o rentowności. Wszystko zgodnie z japońską karuzelą i wszystko zgodnie z modelem Kitchina. Aż pięknie, jak karuzela zazębia się na japońskich obligacjach z Kitchinem.

Do tego niemieckie dziesięciolatki już powyżej 3,2% w skali roku, a polskie obligacje wracają do bardzo wysokich rentowności. Przy okazji mamy spadek wyceny złotego – trochę jakby jednoczesny risk-off na walucie i risk-on na akcjach. Dziwny miks? Niekoniecznie, skoro jesteśmy tam, gdzie jesteśmy w modelu Kitchina. Takie rzeczy będą się teraz działy.

Warto też spojrzeć na indeks dolara. Nawet jeśli obligacje będą się dalej osłabiały, czyli rentowności rosły wbrew temu, co robi Bessent, to w długim terminie nie spodziewałbym się nic dobrego dla dolara. To wszystko pokazuje jego słabość, a interwencje sztucznie zaniżają poziom oprocentowania, który byłby wymagany, żeby utrzymać dolara na pożądanych wartościach. Zaczynam się trochę obawiać, czy dolar nie zacznie się ścigać z jenem na osłabienie.

Kryptowaluty przypomniały sobie, po co istnieją

No i mamy powrót do kryptowalut. Dlaczego? Bo tylko kryptowaluty tak wyraźnie usłyszały zapowiedzi o psuciu pieniądza. A co leży u podstaw wszystkich kryptowalut? Pewnie już nie pamiętacie, ale ja pamiętam: pierwsze przebicie się Bitcoina do mainstreamu to był kryzys grecki. Rynki bały się wtedy o psucie pieniądza i o przyszłość euro, a Bitcoin – notowany gdzieś między 100 a 1000 dolarów – po raz pierwszy trafił na pierwsze strony.

Teraz, skoro Bessent chce znowu drukować pieniądze, kryptowaluty sobie o wszystkim przypomniały. Mamy bardzo silne wzrosty, najsilniejsze od dawna, a total crypto market cap wrócił już na poziomy z czerwca – powiedziałbym nawet, że podejrzanie wysokie. Do tego ciekawostka: Goldman nabył akcje spółki Strategy Michaela Saylora o wartości 386 milionów dolarów. Proszę, proszę.

Najlepszy mem tygodnia z czatu: „Best time to print money”. Dokładnie tak – zresztą jeszcze przed wejściem na antenę prosiłem chłopaków o podobny mem, bo właśnie o to w tym wszystkim chodzi.

Moderna i szczepionka na raka

Moderna pokazała szczepionkę na raka i kurs wystrzelił o 200% w jeden dzień. Potężne wzrosty – choć jeśli odsuniecie wykres i spojrzycie na perspektywę kilkudziesięcioletnią, to Moderna była kiedyś dużo, dużo wyżej.

Ciekawostka: krążą plotki, że podobne podejście do szczepionki na raka było testowane w Polsce już w latach 90. – jakiś lekarz się o to oburza. Nie wiem, ile w tym prawdy, trzeba by poczytać, ale dla rynku nie ma to większego znaczenia.

Ważniejsze jest co innego. Moje doświadczenie z tak rewolucyjnymi informacjami jest takie, że rynek rzadko jest w stanie szybko wpisać je w cenę. To zazwyczaj trochę trwa – co oznaczałoby, że Moderna ma szansę podejść jeszcze wyżej. A poza rynkiem: jeśli faktycznie coś jest na rzeczy i mamy pierwsze szczepionki na raka, to przecież rewelacja. Szkoda tylko, że szczepionka, a nie lek – z tymi szczepionkami bywa różnie – ale jest światełko w tunelu.

Korekta po potężnych wzrostach

Na koniec korekta, o której wspominałem na początku. Kurs się załamał, spadek o 20% – ale po tak potężnych wzrostach nie jest to nic nadzwyczajnego.

Czego rynek się przestraszył? Znaczącego spadku zysku operacyjnego, który zjechał z powodu wyższych kosztów surowców. Tyle że logika jest tu dość prosta: skoro spółka ma wysokie ceny surowców, to albo zaraz załatwi sobie niższe (wątpię), albo konkurencja też będzie miała wyższe koszty i ceny produktów po prostu pójdą do góry. Może wtedy sprzedaż trochę spadnie – ale widzimy, że spółka nie ma problemu z wielkością sprzedaży: wzrost rok do roku o 23%. Genialny wynik, zwłaszcza jak na spółkę, która zazwyczaj miała problem z surowcami i nie była w stanie wyprodukować tyle, ile jest w stanie sprzedać. Moim zdaniem to nie jest zła informacja, a schłodzenie kursu tylko się przyda.

Dziękuję za uwagę i do zobaczenia za tydzień. Trzymajcie się!

Scroll to top