Znowu wojna! | ISO 1031

Znowu wojna, znowu ropa. Co dalej z rynkami?

W najnowszych wydarzeniach geopolitycznych znów wracamy do tematu wojny i jej wpływu na rynki finansowe. Konflikt w rejonie cieśniny Ormuz uderza przede wszystkim w rynek ropy i energetyki, ale jego konsekwencje rozlewają się na waluty, obligacje, indeksy i krypto.​

Przez cieśninę Ormuz przepływa około 1/4 światowej podaży ropy, a obecnie ruch jest tam szacowany jedynie na około 10% normy według danych m.in. Goldman Sachs i TradeMap Time News. Nic dziwnego, że ropa gwałtownie rośnie, choć w dłuższym terminie ten ruch budzi poważne wątpliwości.​


Ropa: krótkoterminowy szok, długoterminowa nadpodaż

Ropa wystrzeliła w okolice 120 dolarów, a obecnie znowu jest pod 100 dolarów za baryłkę. Mamy do czynienia z klasyczną reakcją rynku na „super ważny news”: ceny nie odzwierciedlają sytuacji od razu, tylko potrzebują czasu, aby zdyskontować nowe informacje.​

Historyczne kryzysy paliwowe pokazują, że obecny wzrost nie jest jeszcze rekordowy:

  • Wojna w Zatoce: około +75% na ropie.​

  • Asia Crisis Recovery (2002–2008): około +205%.​

  • Post‑dotcomowe ożywienie: nawet ponad +500%.​

  • Kryzys po Lehman Brothers (2009–2011): około +235%.​

  • Wojna na Ukrainie: wzrost rzędu 500–600% względem „covidowych” minimów.​

Obecnie ropa jest około 95% wyżej niż dołek obecnego ruchu, co na tle tych historycznych rajdów nie wygląda aż tak ekstremalnie. Jednocześnie z wielu analiz wynika, że globalnie mamy do czynienia z nadpodażą ropy i gazu, co widać po coraz niższych wycenach kontraktów z dalszych serii.​

Przy cenach 100–120 dolarów za baryłkę widać jednak bardzo wyraźnie „punkt bólu” – zarówno dla gospodarki, jak i dla polityków. Prezydent USA, mimo wojennej retoryki, patrzy na rynki i wie, że zbyt wysoka cena ropy szybko przekłada się na problemy w realnej gospodarce.​


Kto naprawdę cierpi na blokadzie Ormuzu?

Kluczowe jest to, kto ile energii sprowadza przez cieśninę Ormuz.​

  • Japonia: około 72% energii pochodzi z kierunku Ormuzu.​

  • Korea Południowa: około 65%.​

  • Chiny: około 50%.​

  • Indie: około 50%.​

  • Europa: około 18%.​

  • USA: tylko około 2%.​

Świat Zachodu często patrzy na konflikt przez pryzmat własnych mediów, ale z powyższych liczb wynika, że największy ból odczuwa Japonia i Azja, podczas gdy Stany Zjednoczone są relatywnie odizolowane od bezpośrednich skutków zaburzeń w Ormuzie. To tłumaczy, dlaczego Nikkei oberwał dużo mocniej niż np. S&P 500 czy WIG20.​


Indeksy: WIG20, S&P 500 i Nikkei pod presją wojny

WIG20: zaskakująco odporny

Polski WIG20 zachowuje się wyjątkowo stabilnie i wręcz „wzorowo” jak na otoczenie wojenne i nerwową sytuację w regionie. Pomaga struktura indeksu: silny sektor bankowy i ubezpieczeniowy, który w nadchodzącej rewolucji AI może mocno skorzystać na automatyzacji i cięciu kosztów.​

Oczekuję, że gdy sytuacja wojenna się uspokoi, rynek przypomni sobie o potencjale polskich spółek finansowych w kontekście zastosowań AI. Dlatego mimo lokalnego ryzyka geopolitycznego nadal patrzę na WIG20 z optymizmem w horyzoncie kilkuletnim.​

S&P 500: wojna „z daleka”

Amerykański S&P 500 pozostaje silny – spadki z poziomów 6900–7000 do okolic 6700 punktów trudno nazwać załamaniem, szczególnie jeśli ktoś patrzy na wykres bez wiedzy o bieżącej polityce. Stany, choć zaangażowane w konflikt politycznie i militarnie, nie są teatrem działań wojennych na własnym terytorium, a ich gospodarka ma naturalną osłonę geograficzną.​

To w połączeniu z dominacją wielkich spółek technologicznych sprawia, że S&P 500 zachowuje się zaskakująco spokojnie.​

Nikkei: jedna noga japońskiej karuzeli się wywróciła

Kraj, który płaci największą cenę za wojnę w rejonie Ormuzu, to Japonia – i widać to w indeksie Nikkei.​

  • Nikkei zaliczył około 10% spadku od świeżych historycznych szczytów.​

  • Wcześniej był w bardzo mocnym trendzie wzrostowym, wspieranym przez słabego jena, niskie stopy i globalną hossę na akcjach.​

Moim zdaniem obecny spadek to wciąż „tylko” korekta w dużym trendzie, a poziomy 10–20% poniżej szczytu traktuję jako atrakcyjną promocję, zwłaszcza w kontekście długoterminowej „japońskiej karuzeli”.​


Yen, obligacje Japonii i „japońska karuzela”

Przy poziomie USD/JPY w okolicach 159–160 wchodzimy w strefę, gdzie Bank Japonii historycznie interweniował na rynku walutowym. To naturalnie zwiększa ryzyko dla pozycji long na dolarjena i rodzi pytanie o dalszy kierunek tej pary.​

Znacznie ciekawiej wyglądają natomiast japońskie obligacje:

  • Rentowności 3‑latek, 10‑latek i 30‑latek wystrzeliły, co oznacza realny spadek cen obligacji.​

  • Moim zdaniem prostszym i bardziej asymetrycznym zagraniem niż spekulacja na jenie jest obecnie short na obligacjach Japonii przy jednoczesnym longu na Nikkei.​

Taka konstrukcja korzysta z tego, że słaby jen i rosnące ryzyko inflacyjne ciągną w górę rentowności, a jednocześnie japońskie akcje mogą w średnim terminie zyskiwać na relatywnie tanim kapitale i globalnej hossie.​


Złoty, obligacje Polski i dylemat „sejf vs. dług”

Polski złoty zareagował na wojnę stosunkowo spokojnie – ruchy na kursach walutowych są ograniczone, choć wykres wygląda bardziej dramatycznie niż faktyczna zmiana wartości. Znacznie mocniej oberwały polskie obligacje skarbowe: rentowności 10‑latek wzrosły o około 0,5 pkt proc., co oznacza wyraźny spadek ich cen.​

Złoty utrzymał się dzięki rosnącemu oprocentowaniu długu, co pokazuje, że rynek wymaga coraz wyższej premii za finansowanie Polski. Bez podniesienia rentowności presja deprecjacyjna na PLN byłaby zdecydowanie większa.​

Sejf NBP kontra pożyczka z UE – prosta analogia

Spór o tzw. „sejf” (środki z zysków NBP) i pożyczkę z UE można dobrze zrozumieć przez analogię do rodziny.​

  • Mąż: zadłużony, ale przedsiębiorczy, prowadzi biznes, finansuje wiele rzeczy kredytem – to odpowiednik Skarbu Państwa.​

  • Żona: ostrożna, buduje poduszkę bezpieczeństwa w złocie i innych aktywach – to odpowiednik banku centralnego i jego rezerw walutowych.​

Dylemat brzmi: czy finansować wydatki (np. na obronność) poprzez:

  1. Kolejny kredyt (pożyczka z UE na preferencyjnych warunkach) i chronić poduszkę bezpieczeństwa,

  2. Czy sięgnąć po część odłożonych rezerw (sprzedaż części złota/rezerw NBP) i nie zwiększać dalej długu.​

Polska ma:

  • Relatywnie wysoki poziom długu publicznego (ponad 50% PKB, potencjalnie rosnący w okolice 60% przy pełnym wykorzystaniu środków z „sejfu”).​

  • Bardzo solidną poduszkę rezerw walutowych – według szacunków sięgającą 140–150% poziomu rekomendowanego przez MFW.​

Skoro „nogi” gospodarki są nierównomiernie obciążone (dług – ciężko, rezerwy – bardzo komfortowo), bardziej racjonalne wydaje się lekkie uszczuplenie rezerw niż dalsze agresywne zwiększanie zadłużenia.​

Księgowość, realizacja zysku i rola złota

Kluczowy szczegół techniczny: dopóki zysk na złocie nie jest zrealizowany, nie może zostać przekazany budżetowi. Bank centralny musi sprzedać część złota lub innych aktywów, zrealizować zysk, a dopiero później wypłacić środki do Skarbu Państwa.​

Możliwe są tu różne warianty:

  • Sprzedać złoto, zrealizować zysk, odkupić złoto za inne aktywa, a budżetowi przekazać np. walutę fiat lub obligacje.​

  • Zmniejszyć ogólny poziom rezerw, zachowując strukturę (złoto/waluty) możliwie blisko optymalnej.​

Bez „dodruku” zawsze oznacza to faktyczne zmniejszenie sumy rezerw NBP – i to trzeba uczciwie komunikować. W debacie publicznej brakuje często jasnego postawienia sprawy: „tak, rezerwy się zmniejszą, ale ich poziom i tak pozostanie wyraźnie powyżej potrzeb, podczas gdy dług jest już wysoko”.​

Potencjalnie najlepsze – kompromisowe rozwiązanie

Z punktu widzenia stabilności finansów państwa najlepsze byłyby rozwiązania kompromisowe:​

  • Wziąć środki z NBP, a jednocześnie wykorzystać część „sejfu” do spłaty najdroższych elementów zadłużenia.​

  • Lub: sięgnąć po połowę środków z „sejfu” i połowę z pożyczki UE, część przeznaczyć na armię, a część na redukcję kosztownego długu.​

Takie podejście wymaga jednak współpracy politycznej i uznania, że druga strona sporu niekoniecznie „chce źle dla Polski”, lecz proponuje inne środki dojścia do celu.​


Dolar, złoto i… krypto

Dolar i złoto

W czasie wojny dolar tradycyjnie pełni rolę waluty „safe haven”, nawet jeśli Stany są politycznie uwikłane w konflikt. Geograficzny dystans i rola USA w globalnym systemie finansowym powodują, że inwestorzy nadal uciekają do dolara.​

Złoto natomiast zachowuje się zaskakująco słabo jak na czas wojenny.​

  • W pierwszej fazie konfliktu inwestorzy często uciekają do płynności, sprzedając nawet złoto, aby pokrywać depozyty zabezpieczające na spadających rynkach akcji.​

  • Banki centralne ostatnio ograniczają zakupy złota, a niektóre – w tym potencjalnie NBP – mogą w przyszłości część rezerw upłynnić.​

Mimo tego uważam, że w średnim terminie scenariusz wybicia złota w górę jest bardziej prawdopodobny niż głęboki trend spadkowy, o ile nie zobaczymy radykalnego uspokojenia geopolityki i trwałego umocnienia realnych stóp procentowych.​

Krypto: „krypto to software”

Na tle tego wszystkiego bardzo ciekawie zachowuje się rynek kryptowalut.​

  • Korelacja z klasycznymi rynkami ryzyka osłabła – spadki na krypto w przeszłości wynikały raczej z tego, że „krypto to SAS, krypto to oprogramowanie”, a nie czysty asset finansowy.​

  • W momencie, gdy rynek przestał żyć tradycyjnym softwarem (spadek hype’u na klasyczne spółki technologiczne), część kapitału wróciła do kryptowalut.​

Dodatkowo pojawia się ciekawy, niedoceniany czynnik: koszt wydobycia Bitcoina.

  • Aktualnie Bitcoin bywa handlowany poniżej szacowanego kosztu wydobycia (prąd, sprzęt, infrastruktura).​

  • Wzrost cen ropy, gazu i energii może w średnim terminie podbijać koszt kopania, co może wytworzyć nową narrację na rynku kryptowalut.p​

Przy takich parametrach nie dziwią głosy, że „zaczynamy rakietę” na BTC i ETH, choć ja sam preferuję w tym momencie nieco większą ekspozycję na Ethereum niż na Bitcoina.​


BrightPool, BigSB i techniczna strona rynku

Na koniec wątek z własnego podwórka.

Ogłosiliśmy pilotażowe wezwanie na token BigSB na BrightPoolu – skupujemy tokeny po 0,65 USD przy cenie rynkowej około 0,53 USD, na początek za 10 000 dolarów. Celem jest zbudowanie płynnej puli, w której można będzie również szortować BigSB, co ma przyciągnąć aktywniejszych traderów do platformy.​

Technicznie użytkownik musi:

  • Zbridge’ować BigSB na sieć Arbitrum.​

  • Spieniężyć token na BrightPool, opłacając fee w brickach (tokenie projektu), które można zdobyć za darmo, wystawiając zlecenia.​

To pilotaż – sprawdzamy, jak społeczność poradzi sobie z dość technicznym procesem.​


Bonus: broker z prawdziwego zdarzenia

Równolegle udało się wynegocjować ciekawą ofertę u jednego z największych światowych brokerów – Saxo Banku.​

  • Standardowy bonus 250 euro na start to coś, co daje praktycznie każdy partner.​

  • Kluczowa różnica: z naszego dedykowanego linku użytkownik z depozytem od 100 000 euro jest traktowany jak klient z 1 mln euro, otrzymując dostęp do najwyższego progu prowizji i warunków (np. ok. 0,05% prowizji na polskich akcjach zamiast standardowych 0,16% w wielu DM).​

Dodatkowo środki na rachunku są oprocentowane, co przy większych saldach robi realną różnicę w długim terminie. Promocja jest czasowa (wstępnie do 20 marca), ale będziemy naciskać na przedłużenie, jeżeli aktywność użytkowników będzie odpowiednia.

Scroll to top