Znowu wojna, znowu ropa. Co dalej z rynkami?
W najnowszych wydarzeniach geopolitycznych znów wracamy do tematu wojny i jej wpływu na rynki finansowe. Konflikt w rejonie cieśniny Ormuz uderza przede wszystkim w rynek ropy i energetyki, ale jego konsekwencje rozlewają się na waluty, obligacje, indeksy i krypto.
Przez cieśninę Ormuz przepływa około 1/4 światowej podaży ropy, a obecnie ruch jest tam szacowany jedynie na około 10% normy według danych m.in. Goldman Sachs i TradeMap Time News. Nic dziwnego, że ropa gwałtownie rośnie, choć w dłuższym terminie ten ruch budzi poważne wątpliwości.
Ropa: krótkoterminowy szok, długoterminowa nadpodaż
Ropa wystrzeliła w okolice 120 dolarów, a obecnie znowu jest pod 100 dolarów za baryłkę. Mamy do czynienia z klasyczną reakcją rynku na „super ważny news”: ceny nie odzwierciedlają sytuacji od razu, tylko potrzebują czasu, aby zdyskontować nowe informacje.
Historyczne kryzysy paliwowe pokazują, że obecny wzrost nie jest jeszcze rekordowy:
-
Wojna w Zatoce: około +75% na ropie.
-
Asia Crisis Recovery (2002–2008): około +205%.
-
Post‑dotcomowe ożywienie: nawet ponad +500%.
-
Kryzys po Lehman Brothers (2009–2011): około +235%.
-
Wojna na Ukrainie: wzrost rzędu 500–600% względem „covidowych” minimów.
Obecnie ropa jest około 95% wyżej niż dołek obecnego ruchu, co na tle tych historycznych rajdów nie wygląda aż tak ekstremalnie. Jednocześnie z wielu analiz wynika, że globalnie mamy do czynienia z nadpodażą ropy i gazu, co widać po coraz niższych wycenach kontraktów z dalszych serii.
Przy cenach 100–120 dolarów za baryłkę widać jednak bardzo wyraźnie „punkt bólu” – zarówno dla gospodarki, jak i dla polityków. Prezydent USA, mimo wojennej retoryki, patrzy na rynki i wie, że zbyt wysoka cena ropy szybko przekłada się na problemy w realnej gospodarce.
Kto naprawdę cierpi na blokadzie Ormuzu?
Kluczowe jest to, kto ile energii sprowadza przez cieśninę Ormuz.
-
Japonia: około 72% energii pochodzi z kierunku Ormuzu.
-
Korea Południowa: około 65%.
-
Chiny: około 50%.
-
Indie: około 50%.
-
Europa: około 18%.
-
USA: tylko około 2%.
Świat Zachodu często patrzy na konflikt przez pryzmat własnych mediów, ale z powyższych liczb wynika, że największy ból odczuwa Japonia i Azja, podczas gdy Stany Zjednoczone są relatywnie odizolowane od bezpośrednich skutków zaburzeń w Ormuzie. To tłumaczy, dlaczego Nikkei oberwał dużo mocniej niż np. S&P 500 czy WIG20.
Indeksy: WIG20, S&P 500 i Nikkei pod presją wojny
WIG20: zaskakująco odporny
Polski WIG20 zachowuje się wyjątkowo stabilnie i wręcz „wzorowo” jak na otoczenie wojenne i nerwową sytuację w regionie. Pomaga struktura indeksu: silny sektor bankowy i ubezpieczeniowy, który w nadchodzącej rewolucji AI może mocno skorzystać na automatyzacji i cięciu kosztów.
Oczekuję, że gdy sytuacja wojenna się uspokoi, rynek przypomni sobie o potencjale polskich spółek finansowych w kontekście zastosowań AI. Dlatego mimo lokalnego ryzyka geopolitycznego nadal patrzę na WIG20 z optymizmem w horyzoncie kilkuletnim.
S&P 500: wojna „z daleka”
Amerykański S&P 500 pozostaje silny – spadki z poziomów 6900–7000 do okolic 6700 punktów trudno nazwać załamaniem, szczególnie jeśli ktoś patrzy na wykres bez wiedzy o bieżącej polityce. Stany, choć zaangażowane w konflikt politycznie i militarnie, nie są teatrem działań wojennych na własnym terytorium, a ich gospodarka ma naturalną osłonę geograficzną.
To w połączeniu z dominacją wielkich spółek technologicznych sprawia, że S&P 500 zachowuje się zaskakująco spokojnie.
Nikkei: jedna noga japońskiej karuzeli się wywróciła
Kraj, który płaci największą cenę za wojnę w rejonie Ormuzu, to Japonia – i widać to w indeksie Nikkei.
-
Nikkei zaliczył około 10% spadku od świeżych historycznych szczytów.
-
Wcześniej był w bardzo mocnym trendzie wzrostowym, wspieranym przez słabego jena, niskie stopy i globalną hossę na akcjach.
Moim zdaniem obecny spadek to wciąż „tylko” korekta w dużym trendzie, a poziomy 10–20% poniżej szczytu traktuję jako atrakcyjną promocję, zwłaszcza w kontekście długoterminowej „japońskiej karuzeli”.
Yen, obligacje Japonii i „japońska karuzela”
Przy poziomie USD/JPY w okolicach 159–160 wchodzimy w strefę, gdzie Bank Japonii historycznie interweniował na rynku walutowym. To naturalnie zwiększa ryzyko dla pozycji long na dolarjena i rodzi pytanie o dalszy kierunek tej pary.
Znacznie ciekawiej wyglądają natomiast japońskie obligacje:
-
Rentowności 3‑latek, 10‑latek i 30‑latek wystrzeliły, co oznacza realny spadek cen obligacji.
-
Moim zdaniem prostszym i bardziej asymetrycznym zagraniem niż spekulacja na jenie jest obecnie short na obligacjach Japonii przy jednoczesnym longu na Nikkei.
Taka konstrukcja korzysta z tego, że słaby jen i rosnące ryzyko inflacyjne ciągną w górę rentowności, a jednocześnie japońskie akcje mogą w średnim terminie zyskiwać na relatywnie tanim kapitale i globalnej hossie.
Złoty, obligacje Polski i dylemat „sejf vs. dług”
Polski złoty zareagował na wojnę stosunkowo spokojnie – ruchy na kursach walutowych są ograniczone, choć wykres wygląda bardziej dramatycznie niż faktyczna zmiana wartości. Znacznie mocniej oberwały polskie obligacje skarbowe: rentowności 10‑latek wzrosły o około 0,5 pkt proc., co oznacza wyraźny spadek ich cen.
Złoty utrzymał się dzięki rosnącemu oprocentowaniu długu, co pokazuje, że rynek wymaga coraz wyższej premii za finansowanie Polski. Bez podniesienia rentowności presja deprecjacyjna na PLN byłaby zdecydowanie większa.
Sejf NBP kontra pożyczka z UE – prosta analogia
Spór o tzw. „sejf” (środki z zysków NBP) i pożyczkę z UE można dobrze zrozumieć przez analogię do rodziny.
-
Mąż: zadłużony, ale przedsiębiorczy, prowadzi biznes, finansuje wiele rzeczy kredytem – to odpowiednik Skarbu Państwa.
-
Żona: ostrożna, buduje poduszkę bezpieczeństwa w złocie i innych aktywach – to odpowiednik banku centralnego i jego rezerw walutowych.
Dylemat brzmi: czy finansować wydatki (np. na obronność) poprzez:
-
Kolejny kredyt (pożyczka z UE na preferencyjnych warunkach) i chronić poduszkę bezpieczeństwa,
-
Czy sięgnąć po część odłożonych rezerw (sprzedaż części złota/rezerw NBP) i nie zwiększać dalej długu.
Polska ma:
-
Relatywnie wysoki poziom długu publicznego (ponad 50% PKB, potencjalnie rosnący w okolice 60% przy pełnym wykorzystaniu środków z „sejfu”).
-
Bardzo solidną poduszkę rezerw walutowych – według szacunków sięgającą 140–150% poziomu rekomendowanego przez MFW.
Skoro „nogi” gospodarki są nierównomiernie obciążone (dług – ciężko, rezerwy – bardzo komfortowo), bardziej racjonalne wydaje się lekkie uszczuplenie rezerw niż dalsze agresywne zwiększanie zadłużenia.
Księgowość, realizacja zysku i rola złota
Kluczowy szczegół techniczny: dopóki zysk na złocie nie jest zrealizowany, nie może zostać przekazany budżetowi. Bank centralny musi sprzedać część złota lub innych aktywów, zrealizować zysk, a dopiero później wypłacić środki do Skarbu Państwa.
Możliwe są tu różne warianty:
-
Sprzedać złoto, zrealizować zysk, odkupić złoto za inne aktywa, a budżetowi przekazać np. walutę fiat lub obligacje.
-
Zmniejszyć ogólny poziom rezerw, zachowując strukturę (złoto/waluty) możliwie blisko optymalnej.
Bez „dodruku” zawsze oznacza to faktyczne zmniejszenie sumy rezerw NBP – i to trzeba uczciwie komunikować. W debacie publicznej brakuje często jasnego postawienia sprawy: „tak, rezerwy się zmniejszą, ale ich poziom i tak pozostanie wyraźnie powyżej potrzeb, podczas gdy dług jest już wysoko”.
Potencjalnie najlepsze – kompromisowe rozwiązanie
Z punktu widzenia stabilności finansów państwa najlepsze byłyby rozwiązania kompromisowe:
-
Wziąć środki z NBP, a jednocześnie wykorzystać część „sejfu” do spłaty najdroższych elementów zadłużenia.
-
Lub: sięgnąć po połowę środków z „sejfu” i połowę z pożyczki UE, część przeznaczyć na armię, a część na redukcję kosztownego długu.
Takie podejście wymaga jednak współpracy politycznej i uznania, że druga strona sporu niekoniecznie „chce źle dla Polski”, lecz proponuje inne środki dojścia do celu.
Dolar, złoto i… krypto
Dolar i złoto
W czasie wojny dolar tradycyjnie pełni rolę waluty „safe haven”, nawet jeśli Stany są politycznie uwikłane w konflikt. Geograficzny dystans i rola USA w globalnym systemie finansowym powodują, że inwestorzy nadal uciekają do dolara.
Złoto natomiast zachowuje się zaskakująco słabo jak na czas wojenny.
-
W pierwszej fazie konfliktu inwestorzy często uciekają do płynności, sprzedając nawet złoto, aby pokrywać depozyty zabezpieczające na spadających rynkach akcji.
-
Banki centralne ostatnio ograniczają zakupy złota, a niektóre – w tym potencjalnie NBP – mogą w przyszłości część rezerw upłynnić.
Mimo tego uważam, że w średnim terminie scenariusz wybicia złota w górę jest bardziej prawdopodobny niż głęboki trend spadkowy, o ile nie zobaczymy radykalnego uspokojenia geopolityki i trwałego umocnienia realnych stóp procentowych.
Krypto: „krypto to software”
Na tle tego wszystkiego bardzo ciekawie zachowuje się rynek kryptowalut.
-
Korelacja z klasycznymi rynkami ryzyka osłabła – spadki na krypto w przeszłości wynikały raczej z tego, że „krypto to SAS, krypto to oprogramowanie”, a nie czysty asset finansowy.
-
W momencie, gdy rynek przestał żyć tradycyjnym softwarem (spadek hype’u na klasyczne spółki technologiczne), część kapitału wróciła do kryptowalut.
Dodatkowo pojawia się ciekawy, niedoceniany czynnik: koszt wydobycia Bitcoina.
-
Aktualnie Bitcoin bywa handlowany poniżej szacowanego kosztu wydobycia (prąd, sprzęt, infrastruktura).
-
Wzrost cen ropy, gazu i energii może w średnim terminie podbijać koszt kopania, co może wytworzyć nową narrację na rynku kryptowalut.p
Przy takich parametrach nie dziwią głosy, że „zaczynamy rakietę” na BTC i ETH, choć ja sam preferuję w tym momencie nieco większą ekspozycję na Ethereum niż na Bitcoina.
BrightPool, BigSB i techniczna strona rynku
Na koniec wątek z własnego podwórka.
Ogłosiliśmy pilotażowe wezwanie na token BigSB na BrightPoolu – skupujemy tokeny po 0,65 USD przy cenie rynkowej około 0,53 USD, na początek za 10 000 dolarów. Celem jest zbudowanie płynnej puli, w której można będzie również szortować BigSB, co ma przyciągnąć aktywniejszych traderów do platformy.
Technicznie użytkownik musi:
-
Zbridge’ować BigSB na sieć Arbitrum.
-
Spieniężyć token na BrightPool, opłacając fee w brickach (tokenie projektu), które można zdobyć za darmo, wystawiając zlecenia.
To pilotaż – sprawdzamy, jak społeczność poradzi sobie z dość technicznym procesem.
Bonus: broker z prawdziwego zdarzenia
Równolegle udało się wynegocjować ciekawą ofertę u jednego z największych światowych brokerów – Saxo Banku.
-
Standardowy bonus 250 euro na start to coś, co daje praktycznie każdy partner.
-
Kluczowa różnica: z naszego dedykowanego linku użytkownik z depozytem od 100 000 euro jest traktowany jak klient z 1 mln euro, otrzymując dostęp do najwyższego progu prowizji i warunków (np. ok. 0,05% prowizji na polskich akcjach zamiast standardowych 0,16% w wielu DM).
Dodatkowo środki na rachunku są oprocentowane, co przy większych saldach robi realną różnicę w długim terminie. Promocja jest czasowa (wstępnie do 20 marca), ale będziemy naciskać na przedłużenie, jeżeli aktywność użytkowników będzie odpowiednia.
