W najnowszym odcinku Inside Solution One spojrzałem na rynki z nietypowej perspektywy. Zwróciłem uwagę, że być może to nie aktywa rosną — ale waluty słabną. Złoto bije rekordy, indeksy pną się w górę, srebro i miedź odbijają… ale co, jeśli cały ten wzrost to jedynie efekt spadku siły nabywczej pieniądza?
Metale – srebro błyszczy bardziej niż zwykle
Zacząłem od rynku metali. Relacja srebra do złota (ok. 1,8%, czyli około 55 uncji srebra za jedną uncję złota) znajduje się dziś w historycznych średnich, choć srebro mocno zdrożało względem miedzi. To istotne, bo srebro to produkt uboczny rafinacji miedzi — jeśli popyt na srebro rośnie szybciej niż na miedź, może to nawet zmienić opłacalność wydobycia tego drugiego surowca.
W długim terminie — przewiduję — relacja srebra do miedzi wróci do swojego historycznego przedziału 5–10. Krótkoterminowe wybicia są możliwe, ale nie trwałe.
W czym wyrażamy wartość?
Kluczowym wątkiem odcinka jest pytanie: w czym właściwie mierzyć wzrost cen i indeksów giełdowych?
Wyrażanie ich w walutach fiducjarnych („Fiatach”) uznaję za złudne, bo sam pieniądz przestał być stabilną miarą wartości. W erze łatwego pieniądza i masowego dodruku wszelkie wykresy wyrażane w dolarach, euro czy złotych są zafałszowane.
„Nie w Fiatach” – mówię. – „Bo co z tego, że coś rośnie, jeśli to tylko złoty słabnie?”
Indeksy w złocie – inne spojrzenie na hossę
Analizując indeksy giełdowe wyrażone w złocie, pokazuję, że obraz rynku akcji wygląda zupełnie inaczej.
| Indeks | Zachowanie w złocie |
|---|---|
| WIG | Trend boczny |
| S&P 500 | Poniżej szczytów |
| Nasdaq | Poniżej szczytów |
| Nikkei | Katastrofalny spadek |
Złoto — moim zdaniem — choć nieidealne, daje bardziej obiektywną miarę siły rynków niż pieniądz, którego wartość politycy i banki centralne mogą dowolnie rozcieńczać.
Waluty – złudna stabilność
W drugiej części przyglądam się walutom. Pokazuję dolara, euro, jena i złotego — tym razem wyrażone w złocie. Wniosek? Wszystkie tracą. Nawet frank szwajcarski, uchodzący za bezpieczną przystań, nie utrzymuje swojej siły.
„Trzymanie środków w walucie nie jest inwestycją” – podkreślam – „to tylko forma przechowywania płynności”.
Moje przesłanie jest proste: posiadanie gotówki to dziś najgorsza pozycja inwestycyjna. Warto mieć cokolwiek – nieruchomości, akcje, surowce – byle nie samo fiatowe „nic”.
Japonia – karuzela trwa dalej
W segmencie o Japonii, jak zwykle, omawiam „karuzelę japońską”: długie pozycje na giełdzie, krótkie na jena i na obligacje. Rentowności rosną, ceny japońskich obligacji spadają — dokładnie jak prognozowałem.
Problem Japonii pozostaje niezmienny: zadłużenie sięga 250% PKB, a stopy procentowe wciąż są poniżej 1%. Podniesienie ich zdusiłoby budżet, więc jedynym realnym rozwiązaniem jest „inflacyjne wyjście z długów” – czyli kontrolowane psucie jena.
Prognozuję, że Bank Japonii będzie balansował między retoryką o podwyżkach stóp a faktycznym utrzymywaniem ich nisko, by uniknąć załamania finansowego.
Krypto – ostatnia szansa
Na koniec – temat kryptowalut. Widzę ich przyszłość bardziej optymistycznie niż rynek. Nie sposób, by aktywa mierzone w „psującym się” fiacie spadły tak długo, jak fiat sam traci na wartości. Mimo krótkoterminowej słabości i dominacji niedźwiedziego nastroju wśród „kryptonerdów”, wierzę w powrót siły Bitcoina i innych cyfrowych aktywów.
Wnioski
Świat finansów, który opisuję, to nie giełdowe wykresy w złotych czy dolarach, ale relatywne wartości. Wszystko zależy od punktu odniesienia — a jeśli punktem odniesienia jest pieniądz bez pokrycia, to może rzeczywiście… wszystko jest inaczej, tylko Japonia tak samo.
